101% Hongkongu w Hongkongu

niedziela, 08.08.10

Pora na relax

Najnowsze osiedla budowane są dla ludzi. Architekci wiedzą, że ludzie nie tylko samym mieszkaniem żyją i coraz częściej poza samymi blokami pięter 60, są  też dodatkowe atrakcje.

Koleżanka wyciągnęła mnie na basen na swoim osiedlu. Jedyne, co potrzebujesz, to ręcznik i strój, ot i wszystko. Mieszkaniec płaci 20 dolców, osoba towarzysząca 50. Dostaje się karteczkę do szafki z numerem do zamka elektronicznego, na rękę naklejają bilet (jak bransoletkę) i się wchodzi.

A tam szatnia, prysznice z mydłem w płynie i szamponem, sauna sucha i parowa, basen kryty i niekryty, łaźnia rzymska...

Najpierw sobie pływałyśmy. Basen w pięknej sali, jak w pałacu. Na basenie tylko my dwie, więc przypadał jeden ratownik na głowę. Zrobiłyśmy 8 długości, a potem przeniosłyśmy się do łaźni rzymskiej posiedzieć w gorącej wodzie. Jeden z ratowników podążył za nami i siedział na krzesełku, pilnując, byśmy się nie potopiły.

Ja potem jeszcze poszłam sobie do sauny na 10 minutek.

Prysznic, suszenie włosów i gotowe do wyjścia, zrelaksowane, zadowolone.

Fajny taki basen pod domem. Na moim osiedlu też jest, ale on jest publiczny, więc na pewno bez sauny i więcej ludzia. W Fo Tan to prawie jakby prywatny nasz basen był
Ling Ling - pencil 16:07:12 - Dom - pencil permalink - Komentarz: 1 [10.08.10 06:03]

niedziela, 01.08.10

Pet Expo 2010

Wypatrzyłam na stacji MTR reklamy Pet Expo, zainteresowałam się, kupiłam bilety i byłam.

Dojazd na własną rękę, drogim autobusem „expowym“, albo bezpłatnym autobusem z wyznaczonych miejsc. Ludziów jak mrówków, wolno było zabierać ze sobą także i zwierzaki, więc w autobusie odbywało się zakolegowywanie.



To był mój pierwszy raz na Expo.



Pełno stoisk różnorakich, od sprzedawców żarcia, przez zabawki, środki higieniczne, po różne organizacje adopcyjne i ochronne. Wraz z biletem dostałam książeczkę z różnego rodzaju kuponami, więc podczas zakupów dostałam różne próbki, zniżki i inne takie atrakcje.




[czytaj więcej]

Ling Ling - pencil 21:28:12 - Fotki - pencil permalink - Skomentuj!

poniedziałek, 26.07.10

„Gorący kubek“ po tajwańsku

Natrafiłam dziś w sklepie na azjatycki „gorący kubek“. Zaintrygowana, postanowiłam kupić. Były różne smaki, więc będę testować, ale powoli, bo kupuje się w pudełkach, każde pudełko zawiera ileś tam saszetek. Na pierwszy rzut wybrałam smak ogólnowarzyny.





Zupka jest dość gęsta, pływa w niej pełno kawałków warzyw, jakaś pietruszka, por, fasolka, marchewka i mnóstwo klusek, czy jakiegoś gotowanego ziarna. Całkiem niezłe jako przekąska, gdy człek głodny, a obiad się dopiero gotuje

Ling Ling - pencil 13:47:53 - Walczę z kuchnią - pencil permalink - Komentarze: 10 [31.07.10 22:10]

sobota, 19.06.10

Fiskus-psikus

No i przyszła pora i na mnie.

W Hongkongu jest tak, że podatek nie jest liczony od początku stycznia do końca grudnia, a od 1-go kwietnia do 31-go marca. Potem pracodawca wypełnia papierki i wysyła do fiskusa. Ty, wyrobniku, dostajesz kopię. W międzyczasie fiskus wysyła do każdego „obatela“ w bazie danych formularz podatkowy do wypełnienia - „obatel“ ma na to miesiąc.

Formularz składa się z 4 stron, zawiera różne rubryczki odnośnie podatku od pensji (tu nie ma dochodowego), od profitów z biznesów, od profitów z wynajmu mieszkania i takie tam. W przypadku takiej istoty jak ja - człeka dostającego pensję i nie mającego żadnych innych „nieregularnych“ dochodów - wypełnienie to pestka. Z tych czterech stron wypełniasz rubrykę z danymi (imię, nazwisko, numer dowodu osobistego) oraz jedną rubryczkę z cyferkami odnośnie pensji (najlepiej wypełnić podług tej kopii, którą pracodawca nam już dał wcześniej). Ot i tyle. Resztę, jako „nie dotyczy“, zostawiasz pustą, bo i nie ma co pisać.

Poza samym formularzem dostajesz także kopertę zwrotną z nadrukowanym adresem, broszurkę z instrukcją co i jak wypełniać, oraz ulotkę informującą o możliwości rozliczania się przez internet. Plus dodatkowy formularz, jeśli potrzeba podać jeszcze jakieś informacje.


Wysyłasz.

A potem czekasz na kolejne pismo, w którym poinformują cię, ile podatku masz im zabulić. Tak, bo to nie ty sobie liczysz, tylko dostarczasz im info, a liczą to oni sobie już wszystko sami. Dają czas na zapłacenie 75% podatku (zazwyczaj do końca stycznia następnego roku) oraz pozostałych 25% (do końca marca, czy też kwietnia, nie pamiętam). Bo podatek tutaj nie jest automatycznie ściągany z pensji co miesiąc (choć zdarza się, że pracodawca tak robi), tylko dostajesz całą kasiorę, a potem podatek płacisz np. przez bankomat.

W przypadku pierwszego rozliczenia śmiertelnik ma problem. W HK podatki płaci się „z góry“, jest to tak zwany „provisional tax“. Oblicza się to na podstawie bieżącego roku, jak mniemam. W ten sposób za pierwszym razem trzeba zabulić podatek za rok bieżący oraz następny. Nic tylko siąść i płakać.

Na razie muszę wypełnić. Już mam obiecanego pomocnika, więc powinno wszystko być dobrze. A potem przyjdzie mi czekać około 3 miesięcy na wyrok. Kasiorkę już odkładam od jakiegoś czasu (choć przeprowadzka trochę mi te plany odkładające pokrzyżowała), więc mam nadzieję, że obejdzie się bez pożyczki.

A bo właśnie są dostępne pożyczki na poczet podatków. Lepiej wisieć bankowi, niż fiskusowi. Aczkolwiek i fiskus jest do życia, bo można wystąpić z prośbą o rozłożenie podatku na raty (też na tym 4-stronicowym formularzu).

Przyszły tydzień upłynie mi pod znakiem wypełniania i odsyłania formularza podatkowego oraz odbierania przedłużonej wizy. Budynek Urzędu Podatkowego jest tuż obok, po lewej stronie, budynku Urzędu Imigracyjnego

czwartek, 17.06.10

粽, dzung. Coś do jedzenia z lepiącego, żółtawego ryżu, z nadzieniem lub bez, zawinięte w szerokie liście, np. lotosu. Jedzone głównie z okazji „Święta Smoczych Łódek“. Dziś dostałam od koleżanki z pracy,  Mandarynki z Mainlandu (rzeczone święto było wczoraj). Tydzień temu pytała, czy lubię, to powiedziałam, że tak, ale jadam tylko bezmięsne. A dziś przyniosła mi sztuk dwie z fasolą w środku, na słodko. Mniam!!!









Starsze wpisy:

16.06.2010

14.06.2010

30.05.2010

27.05.2010

24.05.2010

21.05.2010

Kto zacz?

Ling Ling to moje chińskie imię. Tak, imię, nie ksywa. Mam je wpisane w moim dowodzie i mogę się nim posługiwać w banku. W Hongkongu jestem z wyboru - zakochałam się w tym miejscu i nie widzę się nigdzie indziej. Po kilku latach wojowania z biurokracją, wizami, pieniędzmi i takimi tam udało mi się w końcu osiągnąć cel i tutaj zamieszkać. O wszystkich moich perypetiach, zwątpieniach, problemach i radościach można poczytać w blogu, do czego zachęcam.
Kontakt: mongfu-małpa-gmail.com

Click for Hong Kong, Hong Kong Forecast